12/27/2013

rozdział I

Wystarczyło kilka minut w Saher, aby Bill na własnej skórze przekonał się, że szara koszulka i sprane dżinsy kompletnie nie nadają się do noszenia w upalnym Egipcie. Żar lał się z nieba, po czole niespełna dziewiętnastoletniego chłopaka spływała zimna kropla potu. W jednej chwili zatęsknił za pochmurnym, deszczowym niebem Anglii, do którego był przyzwyczajony.
Jego stopy tonęły w piasku, a torba z niewielkim dobytkiem wyślizgiwała się ze spoconych rąk.
Można się przyzwyczaić – rzekł Said, mężczyzna, który przywitał Bill już przy świstokliku. Był to wysoki i lekko otyły czterdziestolatek z czarnymi włosami i długimi, zakręconymi wąsami.
Nie wątpię... – burknął Bill, potykając się o suchą gałąź, która naprawdę nie miała prawa znaleźć się pod jego stopami.
Saher to niewielka mieścina znana tylko czarodziejom – zaczął opowiadać Said, a z jego twarzy nie znikał szeroki uśmiech. – Staramy się zachować wykopaliska w tajemnicy i dlatego nasze biuro oddalone jest prawie kilometr od obozu.
Moglibyśmy się teleportować lub polecieć na miotłach – stwierdził młody czarodziej zanim zdążył ugryźć się w język. Nie powinien marudzić. To było wyróżnienie, że mógł zacząć tutaj pracować.
Na szczęście Said nie poczuł się urażony. Odwrócił się tylko i uśmiechnął szeroko. Przystanął i poczekał, aż Bill go dogoni.
Obóz jest chroniony zaklęciami – stwierdził przyjaznym tonem. – A miotły nie są zbyt popularne w tych okolicach. Poza tym, wolałbym, abyś znał drogę do biura. Ale nie martw się. Już prawie jesteśmy. Ekipa nie może się doczekać, kiedy cię pozna.
Chłopak przytaknął, starając się wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu. A potem ruszyli dalej i faktycznie, po jakiś pięciu minutach stali przed otoczonym wysokimi kolumnami obozem.
Said wprowadził Bill na duży, okrągły plac na którym stała niewielka altanka z ławeczkami, dwie pompy i studnia. Gdzieniegdzie rosły wysokie palmy i kępy trawy. Chłopak spodziewał się zaczarowanych namiotów, więc był odrobinę zaskoczony, kiedy jego oczy dostrzegły małe domki z płyty z płaskimi dachami. Chłopak był ciekawy, czy w środku są większa, ale wolał nie pytać. Było mu zresztą wszystko jedno. Nie potrzebował apartamentu do przeżycia.
To nie są wakacje – ostrzegł go Said, a jego twarz ba chwilę spoważniała. – W pierwszym budynku jest stołówka i mała sala zebrań, – oświadczył, wskazując trochę ciemniejszy dom – w drugim jest punkt opatrunkowy, a w trzecim mieszkam ja, możesz wpadać o każdej porze jeśli będziesz czegoś potrzebować.
Rozumiem.
Bill rozejrzał się po osiedlu. Nie dziwił się, że jest puste. Był wtorek, godzina szesnasta. Normalni ludzie o tej porze pracują, a nie witają kolejnego szaleńca.
Ty będziesz mieszkał pod siódemką – kontynuował Said. – Twój współlokator Tarik miał zrobić ci miejsce, ale nie zdziwię się, jak zapomniał, że to dziś zaczynasz pracę. Wejdź tam i rozgość się. Chłopcy skończą za godzinę.
Dobrze, dziękuję.
O siedemnastej trzydzieści mamy wspólny posiłek, a po nim chciałbym porozmawiać z tobą o twoich obowiązkach.
Oczywiście – przytaknął Bill, kalkulując, czy przed powrotem współlokatora zdąży wziąć prysznic. Pomału sam zaczynał czuć zapach swojego potu, a to nie wróżyło niczego dobrego.
Po kilku sekundach Said się oddalił, a młody czarodziej wręcz w biegu pokonał dystans dzielący go od budynku, który przez najbliższy czas miał stać się jego domem.
Trzy stopnie prowadzące na werandę skrzypiały dziwnie znajomo. Drzwi wejściowe lekko się zacinały, ale nie były zamknięte na klucz. Chłopak pchnął je mocniej ramieniem i przekroczył próg. W pierwszej chwili wyczuł magię, kryjącą się po kątach.
Salonik nie był duży, ale z pewnością nie w mieściłby się, do tego, co widział od zewnątrz. Stała tam stara kanapa, stolik z lampkom, zawalone pergaminami biurko i stary odbiornik radiowy. Na podłodze rozwinięto sfilcowany dywan, który niemal ginął pod warstwą złotego piasku.
Ciężko było stwierdzić, jakiego koloru były ściany pomieszczenia. Kotary na oknach były zaciągnięte, aby chronić wnętrze przed gorącymi promieniami słońca, przez co w pomieszczeniu panował przyjemny półmrok, a tapeta nabrała burego odcieniu.
Bill otworzył pierwsze z trzech drzwi.
Znajdowała się za nimi spiżarnia zapełniona słoikami z przetworami, zlew i mała kuchenka. Chłopak miał wątpliwości, czy do pomieszczenia weszłyby dwie osoby.
Za kolejnymi drzwiami była łazienka. Równie malutka i ciasna. Z ogromnym trudem upchnięto do niej prysznic, umywalkę i toaletę. Ręczniki wisiały pod sufitem, a o wannie nie było nawet mowy. Bill uśmiechnął się pod nosem. W porównaniu do tego, co zostawił w Norze, był to w pewnym sensie luksus. Tutaj nie musiał dzielić łazienki z rodzicami i pozostałą szóstka rodzeństwa.
Ostanie pomieszczenie nie było żadną niespodzianką. Sypialnia również nie należała do największych. Aby zaoszczędzić miejsce, ktoś wstawił do niej piętrowe łóżko. Bill domyślił się, że będzie musiał spać do góry, gdyż na dolnym posłaniu leżała rozkopana pościel i kołdra, której nikt nie pościelił z samego rana.
Oprócz łóżka w sypialni stała stara szafa na ubrania i mniejsza komoda, której jedna z szuflad była otwarta i zupełnie pusta. Najwyraźniej Tarik spieszył się, aby przed wyjściem zrobić miejsce swojemu nowemu współlokatorowi.
Bill rzucił torbę na podłogę i wyciągnął z niej świeże ubranie, ręcznik i środki czystości. Nie zastanawiając się zbyt wiele, udał się do łazienki, aby zmyć z siebie grubą warstwę potu i kurzu.
* * *
Bill stracił poczucie czasu, kiedy chłodna woda spływała po jego plecach. Był nauczony pośpiechu i oszczędności, ale tamtego dnia po prostu nie potrafił się powstrzymać. Na razie wolał nie przekreślać tego miejsca, ale jakiś cichy głosik w głowie podpowiadał mu, że to był błąd, że zgodził się tutaj przyjechać.
Po części zrobił to dla pieniędzy. Płace były wysokie, przewidywano też dodatkowe premie za duże postępy w badaniach. Bill planował część zarobków wysyłać rodzicom i nie obchodziło go to, matka kategorycznie mu tego zabraniała.
Im bardziej się przydadzą – pomyślał, wspominając zapłakaną twarz najmłodszej siostrzyczki, która nie mogła pogodzić się z tym, że brat opuszcza ciepło rodzinnego domostwa.
Tutaj nie potrzebował aż tyle pieniędzy. Opłaty za posiłki i posłanie były z góry odliczone. Płacić musiałby tylko za inne przyjemności, których w danej chwili nie planował zbyt wiele.
Westchnął głośno. Może jego nastawienie zmieni się w momencie, w którym pojawi się w grobowcach i zacznie normalną pracę?
Jego serce nakłuła dziwna tęsknota za Hogwartem. Dziwne uczucie, kiedy jednego dnia nie przejmujesz się niczym, a potem wylewa się na twoją głowę kubeł zimnej rzeczywistości i... dorosłości, w której musisz być zdanym tylko na siebie.
Puk, puk...
Dwa głośne uderzenia w drzwi wyrwały go z zamyślenia. Nie do końca wytłumaczalna panika wzięła nad nim górę. Poślizgnął się na mokrej posadzce i pomimo energicznego machania rękoma nie udało mu się złapać równowagi.
Plask.
Jego pośladki uderzyły w twardą powierzchnię. Przeklął z bólu.
Koleś, wszystko gra? – Usłyszał pytanie, choć był pewny, że w głosie mężczyzny za drzwiami wyczuł nutkę drwiny. – Możesz się pospieszyć, sikać mi się chce.
Przez ułamek sekundy Bill zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno zakluczył drzwi.
Już wychodzę – odkrzyknął tylko, ostrożnie podnosząc się z podłogi, aby przypadkiem znów się nie poślizgnąć. Zakręcił mocno wodę i w pośpiechu wytarł ciało, nakładając później czystą, biała koszulkę i szorty. Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł do pseudo salonu.
Jego nowy współlokator stał przy regale. Był wysoki i naprawdę dobrze zbudowany. Od razu było widać, że pochodzi z okolic Egiptu. Jego kruczoczarne włosy ścięte były prawie przy głowie, miał ciemną karnację i duży,lekko złamany nos. Na widok Bill, uśmiechnął się, ukazując równe, białe zęby. W pewnym geście wyciągnął dużą, lekko ubrudzoną dłoń.
Cześć – przywitał się, ściskając mocno rękę Billa. – Jak pewnie wiesz, nazywam się Tarik.
Tak, a ja, jak pewnie wiesz, nazywam się Bill.
Oczywiście, ostatnio wszyscy o tobie gadają. Jak dziewczyny usłyszały, że jesteś rudy i masz piegi, to lekko się zasmuciły, ale chyba cofną to, co o tobie mówiły.
Bill odchrząknął głośno. Poczuł, że oblewa się szkarłatnym rumieńcem. Słyszał już po stokroć, że jest przystojny, a jego uroda odbiega od innych Weasleyów, ale nadal nie mógł się przyzwyczaić do takich komentarzy. A tym bardziej, kiedy padały z ust mężczyzny, który lustrował go naprawdę dziwnym wzrokiem. Młody czarodziej skarcił się w duchu.
Zazwyczaj nie biorą do badań takich młodziaków – kontynuował Tarki, idąc w stronę łazienki. – Musiałeś się im spodobać.
Po prostu wysłałem wyniki egzaminów i opinie nauczycieli – odpowiedział Bill, siląc się na swobodny ton. – To wszystko.
Tarik zaśmiał się przyjaźnie, a potem zatrzasnął za sobą drzwi łazienki.
Będziesz spał na górze, jeśli ci to nie przeszkadza – krzyknął z wnętrza. – Opróżniłem też dla ciebie jedną szufladę w komodzie. Mam nadzieję, że starczy ci miejsca. Said nie lubi jak mamy zbyt wiele rzeczy, ale laski i tak go nie słuchają. Jedna hiszpanka – Marina – ma zaczarowaną szafę. Daję słowo, ma tam całą garderobę i... – dalszą część jego słów zagłuszył dźwięk spuszczanej wody w toalecie.
Po kilku sekundach drzwi się otworzyły, a Tarik wycierał mokre dłonie o koszulkę.
Nie martw się – rzekł, patrząc Billowi prosto w oczy. – Na początku też byłem przerażony i lekko... zagubiony, ale teraz... – Wzruszył ramionami, jakby nie wiedział, jak dobrać słowa. – Tutaj jest naprawdę fajnie. Ludzie są świetni i ciągle jest z nami to, co pociąga najbardziej – ryzyko.
Ostatni wyraz wypowiedział z dziwną ekscytacją i drżeniem w głosie.
Ale dość gadania. Za chwilę podadzą obiad, a przy okazji będziesz mógł poznać resztę naszej paczki.
* * *
Stołówka była zaczarowana. Każdy, kto wchodził do tak małego domku nie spodziewał się, że za drzwiami zobaczy dużą, okrągłą salę z drewnianą podłogą i typowymi, egipskimi mozaikami na ścianach. Na samym środku ustawiono długi, drewniany stół i około dwudziestu krzeseł. Większość z nich zajmowali czarodzieje o ciemnych włosach i karnacji, ale Bill wypatrzył jedną Murzynkę o pełnych, apetycznych kształtach, dwóch Azjatów, bladego chłopaka o blond włosach i kilkoro innych Europejczyków.
Kiedy weszli do środka, gwar rozmów ucichł, a dwadzieścia par oczu zwróciło się w ich kierunku. Tarik najwyraźniej się tym nie przejął. Poprowadził Billa na sam koniec długiego stołu. A potem pomachał przed oczami starszej, może pięćdziesięcioletniej brunetki o okrągłych kształtach, która stanowczo za mocno się zagapiła.
Marino, mówiłem ci, że nie każdy rudzielec jest brzydalem – oznajmił Tarik, chichocząc pod nosem.
Kobieta zrobiła nadąsaną minę i spojrzała na swojego kolegę niezbyt przyjaznym wzrokiem. Nie odezwała się do niego słowem. Potem przeniosła wzrok na Billa.
Witamy w Saher – stwierdziła, odsuwając dla niego krzesło.
Młody czarodziej musiał przyznać przed sobą, że zupełnie inaczej wyobrażał sobie Hiszpankę. Spodziewał się młodej dziewczyny o pełnych kształtach i okrągłych policzkach. Prawda odrobinę go zabolała, ale w pewnym sensie też uspokoiła.
Kiedy czekał na posiłek poznał resztę kolegów Tarika. Blady, niebieskooki blondyn miał na imię Gary. Jego matka była Niemką, natomiast ojciec Francuzem. Zawsze byli rozdarci między dwoma państwami. Ich kłótnie doprowadzały chłopaka do szału i właśnie dlatego postanowił zerwać z nimi wszelkie kontakty. Z tego, co dowiedział się Bill, Gary miał trzydzieści lat, a w Saher był już od siedmiu i prawdopodobnie nie zamierzał się stąd ruszać.
Kolejną osobą był Karim. Niewysoki, ciemnoskóry Arab z pokrytą małymi bliznami twarzą. Facet praktycznie nic nie mówił. Ograniczył się tylko do wymiany grzecznościowych pozdrowień.
Obok nich siedziała również Mona – przyjaciółka Mariny. Bez strachu można było stwierdzić, że jest młodsza od swojej koleżanki. Mona miała krótkie, niemal białe włosy, które wyglądem przypominały kolce jeża, umięśnione barki i małe piersi. Wyglądała dość karykaturalnie, a co więcej co chwilę szeptała coś na ucho Mariny i śmiała się stanowczo zbyt niedyskretnie. Nie obchodziło ją, że zwraca na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych.
Parę minut przed godziną posiłku, do stołówki wszedł Said. W momencie, w którym usiadł na drugim końcu stołu, na blacie pojawiły się zapełnione talerze.
Nie była to uczta jak w Hogwarcie, ale dopiero w tamtym momencie Bill poczuł, że naprawdę jest głodny. Już chciał sięgnąć po skrzydełko kurczaka, kiedy Said ponownie się podniósł z pucharkiem w ręku.
Chciałbym przywitać nowego pracownika – oświadczył z uśmiechem, spoglądając na Billa. – Williamie, mam nadzieję, że będzie ci się dobrze z nami pracowało.
Pozostali biesiadnicy również podnieśli trunki i zgodnie wypili za jego zdrowie.
* * *
Po posiłku Bill udał się na rozmowę z Saidem. W sumie nie dowiedział się z niej niczego nowego. Już wcześniej, w liście, powiadomiono go, że na początku musi przejść okres próbny, w którym na sto procent nie wejdzie do żadnych głębokich grobowców czy tuneli. Na początek miał zając się pracą – nazwijmy ją biurową – czyli tłumaczeniem starych pergaminów i sprawdzaniem czy nie są przeklęte.
Bill uważał, że nie powinien narzekać, choć oczywiście wielokrotnie wyobrażał sobie siebie w jakimś ogromnym grobowcu. Oczami wyobraźni widział scenę, w której wchodził do ogromnej, złotej komnaty, rozbrajał kilkanaście śmiertelnych pułapek i zdobywał ukryty głęboko skarb. Tak... marzenie ściętej głowy.
Bill, czy nadal mnie słuchasz? – sprowadził go na ziemię lekko już zmęczony głos Saida.
Oczywiście.
Dobrze. Więc pamiętaj. Wszyscy zaczynamy o siódmej. Zejdziesz z grupą do płytkiego tunelu numer cztery. Tam rozłożyliśmy pergaminy, które będziesz odczytywać razem z Carmen. Ona zapozna cię ze szczegółami.
Młody czarodziej kiwnął głową, żałując, że już dziś nie poznał owej Carmen.
Razem z Saidem wymienili się grzecznościami, a potem Bill wyszedł ze stołówki. Nad obozem zapadła noc. Gdyby nie malutkie lampki na każdej werandzie, to otaczałaby go zupełna ciemność. Nocne niebo utkane było gwiazdami, a ciszę przerywał tylko szum poruszanych przez delikatny wiatr drzew palmowych.
Ochłodziło się. Bill poczuł, że na jego rękach pojawiła się gęsia skórka. Już chciał odejść w kierunku swojego nowego domu, kiedy nagle dostrzegł, że coś poruszyło się w słabym świetle latarni. Dopiero po chwili gorączkowego wytężania wzroku dostrzegł bardzo smukłe ciało dziewczyny ubranej w zwiewną, tiulową sukienkę.
* * *
Nie wiem czy to widać, ale nigdy nie byłam w Egipcie :P
Bardzo Wam dziękuję za komentarze pod prologiem i ciepłe przyjęcie ponownie w mury blogosfery. Pierwszy rozdział dość szybko, bo prolog jest do bani. Zastanawiam się, czy go nie usunąć...
Pozdrawiam i wszystkiego dobrego na Nowy Rok!
PS: Popr5awiajcie błędy, bo nie mam bety... ale jak ktoś chętny, to proszę pisać na maila: tylko.nie.zuzia@gmail.com
PPS: Czy byłby ktoś w stanie zrobić dla mnie szablon? Ale taki dosyć skromny. 

18 komentarzy:

  1. Na początek dziękuję za odwiedziny na moim blogu, cieszę się, że przypadł ci do gustu ^^. A co do szablonu, mi się ten bardzo podoba, jest prosty i minimalistyczny, no i ciemny, a kocham ciemne szablony. Serio go sama robiłaś? Naprawdę fajny.
    A prolog wcale nie był zły. Może krótki, ale na pewno nie zły.
    Tak się zastanawiam, jak wpadłaś na tak oryginalny pomysł na opowiadanie. Wiem, że może ja siedzę krótko w świecie opowiadań, bo swoje pierwsze zaczęłam pisać dopiero w 2012 roku, i że pewnie niewiele widziałam w porównaniu do blogerów o dłuższym stażu, ale dla mnie ten pomysł jest oryginalny i jest to pierwszy tekst o Billu, jaki czytam, chyba nawet miniaturek o nim też niezbyt kojarzę. Nie no, kiedyś raz widziałam opowiadanie z paringiem Hermiona + Bill, ale jakoś się nie wciągnęłam i nie czytałam go.
    Pomysł opisania jego wyprawy do Egiptu jest ciekawy. Bo to jednak inny kraj, jest możliwość opisania jakichś różnic kulturowych (lubię to!) ogólnie jakiegoś przyzwyczajania do odmiennych warunków, oraz jakichś tajemniczych przygód, skoro on ma odkrywać czarodziejskie grobowce... W kanonie chyba w 3. części było coś napomknięte, jak Weasleyowie byli go odwiedzić. Ale w sumie to intrygujący temat do szerszego opisania.
    Podoba mi się, jak opisałaś jego reakcje na nowe otoczenie, nawet to jego narzekanie na gorąco i odległość na początku było przekonujące. A także poznanie nowych ludzi, widzę, że tam niezła mieszanka kulturowa będzie, więc można coś wyciągnąć też z tego. Ciekawa jestem, kiedy pozna tą Munę, ona też będzie tam pracować?
    To dopiero pierwszy rozdział, więc jeszcze nie mogę powiedzieć za wiele o kanoniczności Billa, zwłaszcza, że i tak niewiele o nim wiemy. Ale na razie mi się podoba, czuję się pozytywnie zaintrygowana i zachęcona do czytania.
    Dodaję do linków i obserwowanych :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, sama. w sumie w blogosferze siedzę od 2,5 roku i wtedy zaczęłam stawiać również pierwsze kroki w grafice. teraz, jak dodałam te dymki to też zaczął mi się bardziej podobać.
      szczerze? też nie spotkałam się z żadnym opowiadaniem o Billu. kiedyś obiecałam sobie napisać coś krótkiego o każdym Weasleyu. Ginny już mam ^^
      No własnie, Egipt, różnice i w ogóle... może nie opiszę tego świata jakoś bardzo szczegółowo, bo więcej będzie jednak tych grobowców no ale postaram się jakieś wątki zawrzeć :)
      W sumie to nie wiem czy można mówić o kanonowym Billu w odniesieniu do mojego. On ma tutaj 19 lat a takiego go z książek nie znamy. wiadomo że ludzie się zmieniają przez różne doświadczenia i sytuacje.
      Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie zawiodę!

      Usuń
    2. No, ładny jest. Prosty. Ostatnio mam fazę na minimalizm ^^.
      Lubię opowiadania o Weasleyach :). Choć niestety nie ma ich za wiele, może tylko o Ginny się czasem spotyka, inne rzadko. Większość autorów woli pisać dramione, snamione i inne dziwactwa. Na przykład snarry - nienawidzę tego typu paringów.
      No, w sumie rozumiem, że ciężko się pisze o miejscu, którego się nie znam, ale że ja też nigdy nie byłam w Egipcie, to nie zauważę rozbieżności :). Sama zamierzam pisać kiedyś o świecie magii w NY.
      No fakt. W kanonie poznajemy go już jako gościa mającego koło 25 lat, bo osobiście się pojawia po raz pierwszy chyba dopiero w 4. części, i chyba gdzieś kiedyś pisało, że urodził się ok. 1970 roku (ale nie jestem pewna, który rok dokładnie, 1969 czy 1970), a w wieku 19 lat mógł być inny niż wtedy. Ale sam fakt, że po czytaniu książki jakieś zaczątki wyobrażenia się ma ^^.

      Usuń
    3. ps. Gdzieś ci znika menu, w ogóle go nie widać :(.

      Usuń
    4. staram się je przesunąć, ale mi nie wychodzi. zaraz spróbuję to naprawić w jakiś inny sposób.

      Usuń
    5. Może dać jaśniejszą czcionkę? Bo u mnie się wyświetla teraz na czarnym tle i nie widać czarnej czcionki, dopiero jak myszką najadę i się podświetla, to wtedy widać, ale trzeba po omacku go szukać.

      Usuń
    6. a teraz? u mnie to jest akurat na tej białej chmurce. kurczę, szkoda że szablon nie wyświetla się na każdym komputerze tak samo...
      a wracając do poprzedniego tematu... też nie lubię żadnych udziwnionych parringów. Hermiona była naprawdę spoko w powieściach, ale to, co robią z nią bloggerzy jest czasem wręcz niesmaczne.

      Usuń
    7. Pewnie zależy od rozdzielczości ;). Ja mam 1600x900, u mnie się na czarnym tle wyświetlało :(.
      Teraz widać, jest dobrze ^^.
      Też lubiłam Hermionę w kanonie. Naprawdę fajna, konkretna postać. Ale w fanfickach rzadko kiedy jest kanoniczna, większość autorów zwyczajnie ją niszczy, szczególnie przy dziwnych paringach typu dramione, snamione itd.

      Usuń
  2. Ładnie,ładnie ;)
    Ja w Egipcie również nie byłam,ale ładnie go sobie wyobrazilam w tle Twojego opowiadania :)
    Rozdział wprowadzający, czekam na to co będzie dalej ;)
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że ten rozdział mnie nie zawiódł :) Masz dobry, lekki styl, a w dodatku fascynujący pomysł, dlatego czytało mi się naprawdę przyjemnie :)

    Dobrze poradziłaś sobie z przedstawieniem nowych postaci - mam już w głowie ich zarys, ale nie jestem przytłoczona ilością informacji. Najbardziej chyba polubiłam Saida, jest taki pozytywny ^^ Zaciekawiła mnie też Mona i te jej włosy :) O samym Billu wiem jeszcze niewiele, ale liczę, że rozwiniesz jego postać. Wydaje się miłym facetem. A jego marzenia rodem z książek przygodowych są zrozumiałe ^^

    Ja akurat byłam w Egipcie (dawno, ale zawsze) i na razie nie dopatrzyłam się w Twoim tekście niczego, co by nie pasowało do tego kraju. Zwłaszcza na początku dobrze oddałaś jego ciepły klimat, na który biedny Bill urodzony w chłodnej Anglii nie był przygotowany :P

    Pozostaje mi życzyć weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam już troszkę ff Potterowskich, ale na takiego, który opowiada o losach Billa to jeszcze nie trafiłam. Miło więc, że ty razem mi się udało. Wiesz, ja mam sentyment do postaci kanonicznych. I o ile nie mam nic przeciwko, aby wprowadzać jakieś nieznane osoby, to jak ktoś pisze jako całkowicie nieznany uczeń Hogwartu, czy czarodziej powiązany ze światem z HP, to nie za bardzo mi się to podoba. Oczywiście bywają wyjątki! Np jednego takiego bloga teraz czytam i nie mam do niego zastrzeżeń ;)

    Ale wracając do rozdziału. Wiesz, prolog czytałam dużo wcześniej na telefonie, potem usunęłam adres stronki w necie i jakoś mi tak wyleciało z głowy. W sumie teraz trafiłam tutaj przez "Rejestr Blogów". i bardzo dobrze, bo już prolog, choć uważasz, że jest niefajny, a wg mnie właśnie bardzo dobrze Ci wyszedł, mnie zaintrygował. Podejrzewam, że tą dziewczyną, która pisała ten list do Williama jest właśnie Carmen. Za wiele nie pamiętam, ale wiem, że podobało mi się, jak to napisałaś. Tak szczerze i z widocznym oddaniem. Na pewno połączyło ich coś wielkiego ;)
    A rozdział pierwszy czysto poznawczy według mnie. Wprowadzasz nas w świat, w którym żyje William. Ukazujesz warunki, jakie będą panowały w miejscu, w którym rozgrywać się będzie akcja. Szczerze powiedziawszy jakoś tak uwielbiam Egipt, mimo iż za dużo o nim nie wiem. Po prostu fascynują mnie faraoni, mumie, piramidy... Kurcze, to niby taka stara, jedna z pierwszych cywilizacji, a ich budowle do tej pory przetrwały, ich kultura, tradycje, wierzenia są nam znane, bo byli po prostu jakimiś geniuszami. Chyba do tej pory nie wiadomo jak im się to wszystko udało. ;D

    Coś o bohaterach... No, jak na razie nie mam co powiedzieć. Ani żaden mnie jakoś nie urzekł, ani żaden nie odepchnął. Po prostu jestem neutralna w stosunku do wszystkich. Zobaczymy, jak ułożą im się relacje po czasie. Pewnie dopiero za kilka rozdziałów wyrobię sobie o nich zdanie. Najpierw muszę ich poznać. Ale coś czuję, że mogę polubić Tarika. No, ale nie zapeszajmy :P

    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością i dodaję Cię do obserwowanych ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka błędów się pojawiło, między innymi w opisie salonu - "lampkom" zamiast "lampką" :) Coś jeszcze było, ale już mi się nie chce szukać, a do tego klawiatura mi szwankuje.

    W Egipcie nigdy nie byłam, ale ktoś mi bliski odwiedził Algierię - w sumie też Północna Afryka i klimat podobny. No i tam właśnie powietrze było na tyle suche, że nawet przy 40 stopniach można było chodzić w dżinsach i człowiek się za bardzo nie pocił. Inna sprawa, że w "Dżumie" autor opisał ten sam region zupełnie inaczej... już sama nie wiem. Ale przy poszperaniu w necie da się chyba kwestię klimatu ogarnąć.

    Świat przedstawiony jest realistyczny... aż do bólu. Właściwie to póki co niespecjalnie widać tu czarodziejską stronę opowiadania, ale po głębszym namyśle mogę to uznać za zaletę :)

    Hah, Bill się spodziewał jakiejś Markizy de Santillana lub pięknej Margarity (bohaterki pewnego hiszpańskiego serialu... zresztą, nieważne), a tu klapa. Na razie ;)

    Na koniec coś o szablonie. Piękny jest bardzo, ale jak dla mnie... za mały. A przynajmniej czcionka, bo jestem przyzwyczajona do szeryfowych krojów, a szczególnie starej, dobrej Georgii :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znalazłam kilka błędów, które wkradły Ci się do opowiadania np:
    – Można się przyzwyczaić – rzekł Said, mężczyzna, który przywitał Bill już przy świstokliku.
    Zapomniałaś o "a" na końcu. Wiem drobnostka, a jednak rzuca się w oczy i powtórzyła się parę razy :)
    Tak jak już koleżanka na górze napisała nie "lampkom", a "lampką".

    Wątek bardzo ciekawy, rzadko spotyka się blogi, w których głównym bohaterem jest Bill, a tym bardziej po zakończeniu szkoły i przebywającym w Egipcie.

    Nie byłam w Egipcie, ale twój lekki i wplatający się doskonale w tekst opis tego kraju z łatwością uruchamia czytelnikowi wyobraźnię. (bynajmniej mi uruchomił)

    Co do szablonu, to widać, że się napracowałaś, a nie każdemu by się chciało. (mi na przykład nie, nie mam w ogóle żadnej wiedzy z dziedziny grafiki :c)

    Co do bohaterów to na razie nie można zbyt wiele powiedzieć, cóż opinia o każdym z nich będzie coraz bardziej wyrobiona z każdym kolejnym rozdziałem ale wydaje mi się, że na razie nie wystąpiła żadna negatywna postać. No chyba, że masz jakieś nikczemne plany dotyczące Karima, ale możliwe, że koleś jest po prostu nieśmiały. Nie mam pojęcia. :)

    Generalnie, twój blog zapowiada się ciekawie i będę go czytać. Życzę Ci dużo weny w pisaniu kolejnych rozdziałów.
    Pozdrawiam,
    Avis

    http://harrymione-forever.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj:)
    Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, że wróciłaś do blogowania. Poprzednia historia o Ginny była bardzo ciekawa i pełna emocji, bardzo lubiłam Twój styl pisania.
    I niemal zaskoczyło mnie to, że zaczęłaś pisać o Billym Weasleym, jeszcze nie miałam przyjemności spotkać się z tą postacią. Zapewne będzie niesamowita, bo rozdział bardzo mnie zaciekawił. Jestem ciekawa jego pobytu w Egipcie i zapewne ta kobieta na końcu to wspomniana z Prologu Muna, zaiste, ciekawa jestem, jak wyjdzie ich pierwsze spotkanie^^

    Życzę wenki.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Od jakiegoś czasu chciałam się zabrać za "pojamyumysł", ale jakoś mi to nie wyszło, więc jak zobaczyłam, że zaczęłaś nowe opowiadanie to pojawiłam się niemal natychmiast. I los sprawił, no, ty sprawiłaś, że naprawdę mi się spodobał pomysł.
    Nie czytałam jeszcze o Billu. Przyznam też, że na samym początku w ogóle nie zrozumiałam, że to o Weasleyu, a po prologu, że o jakimkolwiek czarodzieju.

    Ten szablon jest naprawdę przejrzysty. Na początku myślałam, że mała czcionka będzie mi dokuczać, ale teraz wiem, że jest świetnie dopasowana. Na początku szukałam jakiegoś spisu treści i znalazłam po dość dłuższej chwili. Nie widać było menu.

    Też nigdy nie byłam w Egipcie, więc patrząc z perspektywy osoby, która nie wie jak to wygląda, to przedstawienie miejsca wypadło ci całkiem dobrze. Dłuższe opisy pomieszczenia wcale a wcale mi nie przeszkadzały, bo tekst czytało się płynnie. Jak wspomniałam, nie czytałam żadnego opowiadania o Billu, więc miło zobaczyć, że ktoś wpadł na taki pomysł. Tym bardziej, że Rowling trochę go pominęła w swoich powieściach i (z wyjątkiem 7) nie pojawiał się zbyt często, a jak już to mała wzmianka. Tak więc zainteresowało mnie to, że chcesz pokazać jego jako przeszłość. Bo jednak jest tym łamaczem klątw, a o jego historii nic nie wiemy. Więc chętnie poznam twoją wersję.

    Kompletnie nie wiem, co jeszcze mam napisać. To dopiero początek, więc nie mogę wyrazić swojego zdania o bohaterach. Jak na razie kreacja idzie dobrze. Dobra, imię kobiety z prologu na początku skojarzyło mi się z krową (Muuuna), ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że brzmi jak brzmi, a jest to prawdopodobnie kobieta innego pochodzenia niż brytyjskiego. Sama nie wiem dlaczego tak pomyślałam. Czekam na rozdział drugi, mam nadzieję, że napiszesz go dosyć szybko. W sumie... minął już miesiąc od ostatniej publikacji.
    Weny.

    Pozdrawiam serdecznie.
    [ trzy-wspomnienia ]

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie zmieniałabym szablonu na Twoim miejscu - jest świetnie wykonany, prosty i bardzo pasuje do opowiadania. :)
    Nie mam pojęcia, jak tu trafiłam. Jakoś tak sobie "latałam" po blogach i znalazłam Twój. Pozwolę sobie powiedzieć, że prawdziwą perełkę. Bardzo podoba mi się pomysł i Bill jako główny bohater. Masz ładny styl pisania, zauważyłam chyba jeden brak przecinka i to, że nie odmieniasz imienia "Bill". Z tego co mi wiadomo to imię się odmienia :)
    Ale, dość czepiania się, obserwuję tego i będę tu zaglądać :)
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznam, że szablon jest naprawdę bardzo dobry i ogromnie mi się podoba. Choć do klimatu Egiptu raczej nie pasuje, ale z drugiej strony... może się kojarzyć z mrokiem krypt i pustynią podczas nocy. Nigdy nie czytałam nic konkretnego o Billu, dlatego jestem zadowolona, że trafiłam na tak oryginalne opowiadanie. W prologu już się pojawiła tajemnicza Muna, ale nie dałaś nam złudnej nadziei, że jakikolwiek romans (o ile takowy był) przetrwał przygody Billa w tym gorącym kraju. Rozdział pierwszy był wprowadzający i po prostu ciekawy, świetnie przedstawiłaś ekipę badawczą, a sam Weasley jest dokładnie taki, jaki był w sadze i jak go sobie osobiście wyobrażam. Jestem ciekawa, w jaki sposób będą prowadzone badania, bo liczę na duże przygody! Natomiast końcówka mega intrygująca... Coś mi się wydaje, że już w drugim rozdziale poznamy Munę. Pozdrawiam i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonałam własnoręcznie.
Na szablonie: Perfect Wszystko ma swój czas.
Twarzy użyczyli: Alicia Vikander i Domahall Glesson.
Przydatne: rejestr blogów, szlafrok śmierciożercy, tajemniczy
ogród, blogobranie.